10 lipca obchodzimy święto św. Weroniki Giuliani, klaryski-kapucynki, mistyczki.

Urszula urodziła się 27 grudnia 1660 roku w Mercatello, w zamożnej rodzinie Mancini. Kiedy miała zaledwie 5 lat, umarła jej matka. Sakrament bierzmowania otrzymała w siódmym roku życia. Trzy lata później została dopuszczona do Pierwszej Komunii świętej.

Pragnąc oddać się Panu Jezusowi całkowicie na służbę jako żertwa ofiarna za grzechy ludzkie, wbrew woli ojca wstąpiła do sióstr kapucynek w Citta di Castello w 1677 roku. Przyjęła wówczas imię Weronika. W 1678 roku złożyła śluby wieczyste.

W klasztorze przeszła wszystkie stopnie w hierarchii: od furtianki, kucharki, szatniarki, piekarki, zakrystianki, mistrzyni nowicjuszek aż po urząd ksieni. Mistrzynią była przez 33 lata, ksienią – przez 11 lat.

W kontakcie z siostrami była życzliwa, wobec siebie – wymagająca i surowa.
Weronika wyróżniała się wielką delikatnością sumienia. Lękała się nawet najmniejszej przewiny i każdą opłakiwała hojnymi łzami. Ze swoich ułomności zwierzała się publicznie. Surowa dla siebie, była delikatna i zatroskana o siostry, zwłaszcza chore. Umiała rozbudzić tak wielkiego ducha gorliwości, że siostry rywalizowały ze sobą w obserwancji zakonnej. Była surowa i wymagająca w zakresie kultywowania cnoty ubóstwa franciszkańskiego, ale równocześnie była matką dbającą, by siostrom nie brakowało niczego, co konieczne.

Cierpiała wiele nie tylko z powodu zadawanych sobie pokut, ale z powodu często nawiedzających ją dolegliwości i chorób. Do tych jednak fizycznych cierpień doszły o wiele boleśniejsze cierpienia duchowe: oschłości, stany opuszczenia i osamotnienia duchowego. Wszystko to Weronika znosiła z heroicznym poddaniem się woli Bożej.

Pan Jezus pocieszał ją także darem ekstaz i widzeń nadprzyrodzonych. Spowiednik, nie rozumiejąc jej stanów, poczytywał je za swego rodzaju opętanie szatańskie, za symulację, by uchodzić za świętą. Doszło do tego, że zakazał jej przystępować do Komunii świętej, a jej sprawę oddał nawet do rozpatrzenia Kongregacji Św. Oficjum. Na te jawne już prześladowania Weronika odpowiadała tylko pokornymi słowami:

Krzyże i męki są radosnym darem dla mnie z Bożej ręki.

Wszystkie te cierpienia ofiarowała za nawrócenie grzeszników, by ich ratować od wiecznego potępienia.

W 1694 roku Weronika przeżyła mistyczne zaręczyny i zaślubiny z Chrystusem. Dnia 5 kwietnia 1697 roku, w Wielki Piątek, otrzymała dar stygmatów. Na jej prośbę po trzech latach stygmaty zanikły, ale cierpienie ran Chrystusa pozostało. W nagrodę za serdeczne nabożeństwo do męki Pańskiej miała otrzymać w swoim sercu wyryte znaki tej męki.

Po długiej i bardzo bolesnej chorobie Weronika zmarła 9 lipca 1727 roku w 67. roku życia. Do chwały błogosławionych wyniósł ją papież Pius VII w 1802 roku, a do chwały świętych papież Grzegorz XVI w 1839 roku.

Z polecenia późniejszych spowiedników Weronika zostawiła cenny dziennik swojego życia (22000stron), w którym opisuje swoje mistyczne przeżycia; zachowały się także jej listy i poezje.

Za: brewiarz.pl

Grób św. Weroniki Giuliani
Grób św. Weroniki Giuliani
Grób św. Weroniki Giuliani

Dziennika św. Weroniki Giuliani:

Dzisiaj odnowił mi się ból w rękach, nogach i w sercu. Spędziłam cenną noc, pełną cierpień i udręki. Bogu niech będą dzięki! Rano przystąpiłam do sakramentu pokuty, z którego zaczerpnęłam siłę do większych cierpień. Następnie podczas Komunii świętej, nowym i wewnętrznym odczuciem, które nie wiem skąd się zrodziło, doświadczyłam łaski Boga, królującego i panującego w głębi duszy. Ponadto już od kilku dni doświadczam w sercu pewnego działania, nie potrafię jednak określić jego natury. Stąd opiszę tylko skutki, które we mnie pozostawiło.

Pierwszym skutkiem jest poznanie moich win i ból z ich powodu, usilne pragnienie nawrócenia dusz, za które ofiarowałabym krew i życie oraz bezgraniczna ufność w miłosierdzie Boże, a także w dobroć i miłość Najświętszej Maryi Panny.

Drugi skutek polega na tym, że chociaż czuję się opuszczoną i zanurzoną w morzu pokus, to jednak z chwilą, gdy doświadczam owego tajemniczego odczucia, natychmiast wydaje mi się, że jestem zupełnie zadowolona, ogarnięta najwyższym pokojem i mocno utwierdzona w woli Bożej.

Trzeci wreszcie skutek przedstawia się następująco: Kiedy wewnętrznie jestem dręczona pokusami szatańskimi, a zewnętrznie troszczę się z mojego obowiązku o inne sprawy, biegając to tu, to tam, do takiego lub innego zajęcia, owo tajemne działanie sprawia, że wszystko wykonuję jakby bezwiednie. W końcu spostrzegam, że czynność została wykonana, chociaż nie wiem jakim sposobem. To mi się zdarza przy ważniejszych czynnościach, jak przy przyjmowaniu sakramentów, przy modlitwie i przy rozmowach duchowych, które prowadzimy między sobą. Czuję się tak zniechęconą, oschłą i pozbawioną uczucia, że wydaje mi się, iż jest rzeczą niemożliwą dłużej znosić takie życie. A pójście w takim stanie do spowiednika okazuje się stratą czasu.

Jednak chociaż doświadczam w sercu jedynie nikłego odczucia owego działania, zaraz spostrzegam, że jestem tak przemieniona i taką siłą wzmocniona, iż mimo wielkiej oschłości, przeciwności lub braku uczucia, każdy czyn, chociaż trudny, staje się dla mnie łatwy. Wszystko na chwałę Boga.

Klasztor św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello
Klasztor św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello
Klasztor św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello
Chór zakonny w klasztorze św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello
Refektarz w klasztorze św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello
Klasztor św. Weroniki Giuliani w Citta di Castello